2005-05-01 01:54:22 >>

-11-



Pragnienie szepce w ucho
coraz to dziwniejsze paradoksy
rubaszny pomarańcz toczy
przez dłoń, aż do kolana
przeklina i wrzeszczy
smaży pomidory
na fioletowym ogniu
przedwojennej kuchenki.

Ociera myśl o myśl
wznieca ogień z niczego
powstaje korkociąg zdań
pomarańcz spada na ziemie
za nim spadają pomidory
jeden po drugim
chlapią na dywan.

I właściwie mam obiekcje,
czy tej kartki nie spalić
bo patelnia wciąż gorąca
o ku oku chciwie korci
jeden, dwa, sześćdziesiąt
i powstaje kolejny,
jak z jądra atomu wyuzdany
wiersz o wierszu
koniec.
skomentuj (14)